Beta - @NinaAvdeeva <3
Bardzo dziękuję za komentarze pod rozdziałami. <3
***
– Czekaliśmy na pana. – W sali Służby
Administracyjnej Ministerstwa rozbrzmiał głęboki, męski głos należący do
postawnego mężczyzny. Minister Magii, Kingsley Shacklebolt, wpatrywał się
swoimi dużymi oczami w Malfoya, który zatrzymał się, napotkawszy go na swej
drodze.
– Dokąd się pan wybiera? – zapytał Randal Hackett,
pojawiając się nagle obok nich.
Draco pobladł jeszcze bardziej i przełknął nerwowo
ślinę, próbując zachować spokój. Sam nie wiedział, dlaczego wybiegł tak nagle.
Zorientował się, dlaczego Blair nie otrzymała posady.
– Do wyjścia. Myślałem, że to już koniec na dzisiaj
– zakomunikował i schował dłoń, którą niespokojnie poruszał, pod szatę.
– To świetnie, że na pana trafiliśmy. Chcielibyśmy
porozmawiać o egzaminie. Oczywiście gratulujemy panu nowego stanowiska –
obwieścił minister z uśmiechem. Był spokojny i serdeczny.
– Dziękuję – rzucił krótko Draco. – O czym tutaj
rozmawiać? – Zaśmiał się nerwowo.
Shacklebolt zauważył, że chłopak dziwnie się
zachowuje. Wymienił ukradkiem spojrzenia z Hackettem, który był nieco zdumiony.
![]() |
– Przenieśmy się w bardziej ustronne miejsce – poprosił
minister, po czym pstryknął palcami.
Nie minęło kilka sekund, a cała trójka znalazła się
w gabinecie Ministra Magii. Pomieszczenie było duże. W niewielkim kominku palił
się ogień. Zabytkowe, drewniane meble w kolorze ciemnej zieleni nadawały
niezwykłego uroku temu miejscu, podobnie jak cała kolekcja starych ksiąg
umiejscowiona na pokaźnym regale.
Podłoga zaskrzypiała pod ich ciężarem, gdy
przemieszczali się po gabinecie. Shacklebolt zasiadł za swoim biurkiem i
machnął różdżką w kierunku dwóch krzeseł, które znajdowały się po drugiej
stronie. Meble momentalnie się odsunęły.
– Usiądźcie, proszę – powiedział minister. Hackett i
Draco wypełnili polecenie. – A więc, panie Malfoy… Jak mi wiadomo, Panna Olsson
dopuściła się oszustwa podczas egzaminu końcowego. Siedział pan tuż za nią. Czy
może zauważył pan jakieś niepokojące zachowanie z jej strony? Z informacji,
jakie uzyskałem od pana Hacketta, panna Olsson komunikowała się także z panem
podczas części pisemnej.
Draco splótł ręce i zacisnął je nerwowo pod
biurkiem, starając się zachowywać zupełnie normalnie, co jednak z trudem mu przychodziło.
Co miał powiedzieć ministrowi? Przecież nie mógł wyjawić, że to on był
prowodyrem całego incydentu.
– Ja… nic nie widziałem – rzucił krótko i spuścił
wzrok.
Hackett i Shacklebolt obserwowali go uważnie,
próbując usilnie wyciągnąć z niego jakieś informacje.
– Może widziałeś, by ta Szwedka posługiwała się czymś
niedozwolonym? Czy próbowała z tobą rozmawiać? Musimy to wyjaśnić. Wyraźnie
słyszałem kobiecy głos na sali. Jestem pewien, że należał do tej dziewczyny – powiedział
Hackett ze stoickim spokojem.
– Nie rozmawiała ze mną – mruknął Draco.
Shacklebolt zmarszczył brwi widocznie zdumiony odpowiedzią
czarodzieja.
– Jak to? W takim razie jak wyjaśnimy te… szepty? –
spytał minister, zwracając się do Randala Hacketta. – Jest pan pewien, że
słyszał pan kobiecy szept?
Hackett zamarł przez moment, próbując odtworzyć w
głowie wydarzenia z minionego egzaminu. Czyżby się pomylił? A może się
przesłyszał? Co jeżeli umysł go oszukał i to nie była Olsson? Nie, nie mógł się
przecież pomylić.
– Teraz nie jestem w stu procentach pewien, czy to
był kobiecy szept, panie ministrze.
– Panie Hackett… Tutaj chodzi o oszustwo. Nie możemy
tak tego zostawić.
– Ktoś szeptał na pewno – bąknął lekko podenerwowany
Hackett.
Draco wcale nie był zadowolony z tego, co usłyszał.
Bał się, że w końcu zrzucą winę na niego. Nie mógł do tego dopuścić.
Minister Magii westchnął głośno, postukał masywnymi
palcami o blat biurka, a następnie przemówił:
– Obawiam się, że będziemy musieli porozmawiać z
Potterem i tą dziewczyną, a następnie powtórzyć część pisemną egzaminu.
Draco panikował w myślach. Co? Powtórzyć egzamin?!
Przecież to było niedopuszczalne!
– Panie ministrze… – zaczął Malfoy z lekkim wahaniem
w głosie. – To naprawdę nie jest koniecznie. Wydaje mi się, że pan Hackett po
prostu się przesłyszał. Ja… J-ja czasem mamroczę coś pod nosem, gdy nie mogę
się skupić. Musiał usłyszeć moją paplaninę. – Zaraz uświadomił sobie, jaką
bzdurę palnął. Nie mógł dopuścić do powtórki egzaminu, prawdopodobnie nie
zdałby tej części, a – co najgorsze – nie mógłby liczyć na niczyją pomoc.
Hackett przeczesał swoje jedwabiste włosy i się zamyślił.
Sam już nie był pewien, co tak naprawdę usłyszał. Pożałował, że w ogóle zwrócił
się z tą sprawą do Ministra Magii. Teraz to on musiał jakoś wybrnąć z sytuacji.
– Szanowny panie ministrze… Być może to faktycznie
ja coś pomieszałem – wymamrotał, posyłając krzywy uśmiech do swojego
przełożonego.
Malfoy odetchnął w duchu z ulgą.
– Skoro tak… – zaczął Shacklebolt i zmarszczył
czoło. Począł notować coś swoim magicznym piórem na skrawku beżowego pergaminu.
– W takim razie nie będziemy powtarzać egzaminu. Wyniki tej dziewczyny i tak
były znacznie lepsze od pańskich i pana Pottera – dodał z wyczuwalną nutą
goryczy w głosie.
– Dobra decyzja, panie ministrze – mruknął cicho
Hackett.
Shacklebolt zmierzył go tylko wzrokiem, kręcąc
głową.
– Rozejść się, no już. Mam ważniejsze sprawy na
głowie. Hackett, ty również powinieneś zająć się czymś pożytecznym. Nie po to
zrobiłem cię szefem departamentu, żebyś zatruwał mi głowę jakimiś dyrdymałami –
wycedził minister, a na jego czole pojawiła się ogromna, pulsująca żyła.
Draco
czuł się niezwykle niekomfortowo i marzył tylko o tym, by opuścić gabinet
Ministra